Skończyłam kolejnego imagina.. Chyba może być, bo Agatka płacze.. No więc to będzie taki tam z całym 1D <3
Co to jest marzenie ? To coś, czego pragniesz, lecz jest to
za daleko, byś mogła to osiągnąć. To praktycznie niemożliwe. Udaje się tylko
nielicznym. Tak zwani farciarze. Wiele osób mówi, że każde marzenie jest do
spełnienia. Gówno prawda. Jak można spełnić marzenie śmiertelnie chorej
15-latki, która marzy o normalnym życiu. W zdrowiu, szczęściu, no po prostu
normalnie. A tak ? Każdy dzień jest był męczarnią. Od poranka, do wieczora.
Potem noc. I tak od nowa, całe dnie, przykuta do szpitalnego łóżka, słuchająca
dźwięków szpitalnych urządzeń i wpatrująca się w jeden jedyny obrazek na bladej
ścianie, przedstawiający łąkę. Czyli coś, czego już nie zobaczę.
Dobra, może powiem w końcu coś o sobie. Mam na imię Katherine, ale wszyscy mówią na mnie Kathy albo Lola. Mam 15 lat, 11 miesięcy i 30 dni. Obecnie znajduję się w szpitalu im. Św. Jakuba w Londynie. Obok budynku, po prawej stronie jest teatr połączony z operą. Jest to przepiękne miejsce. Mama zabrała mnie tam na dziesiąte urodziny. No więc w szpitalu jestem już ponad 2 lata. Trafiłam tu w wieku 13 lat. Diagnoza? Białaczka, w zaawansowanym stadium. Dawali miesiąc, góra dwa. Żyję o wiele więcej, jednak wszyscy wiedzą, że każdy dzień może być moim ostatnim. Jestem ulubienicą pielęgniarek. Moim życiem jest śpiew. Mówię, moim życiem, ponieważ już nic mi nie zostało. Codziennie wstaję około szóstej, chodzę po oddziale dziecięcym i budzę moich młodszych przyjaciół piosenką. Taką, jaką każdy lubi. Mała Alicia z Sali numer 313 – „Price Tag”. Scotty z 315 – „Never Say Never’’. Bliźniaczki – Chloe i Jessie z 310 – „Forever Young”. Przynajmniej daje mi to satysfakcję, uszczęśliwiam dzieci, które chociaż na chwilę zapominają o swoich chorobach. Jestem Directioner. Jest to jedno z moich marzeń. Zobaczyć ich na żywo. Ale oczywiście marzeniem numer jeden jest zdrowie. Jednak myślmy racjonalnie, i tak nie dam rady tego osiągnąć.
Był kwietniowy poranek. Jasne promienie słońca wdarły się do Sali.
-Znowu trzeba obudzić dzieciaki.-szepnęłam sama do siebie. W tej chwili wszedł do mojej Sali lekarz, jakieś ze dwie pielęgniarki, dyrektor szpitala i za nimi mała banda. Wszyscy zaczęli śpiewać ‘happy birthday’ i dawać mi małe upominki. Przeważnie były to rysunki z serduszkami i napisami ‘kochamy cię Kathy’. Zaszkliły mi się oczy. A jednak pamiętali.
-Mam dla ciebie prezent. Ale to ściśle tajne.-powiedział do mnie Dyrektor i puścił oczko.
-Rozumiem.-uśmiechnęłam się.
-No więc załóż jakiś szlafrok, Lola. Ja czekam na ciebie za 10 minut w głównym holu na parterze.
-Będę punktualnie.
Wszyscy wyszli z Sali. W tym czasie założyłam dres, włosy związałam i wyszłam do Dyrektora. Ten już czekał w umówionym miejscu.
-Gotowa?- zapytał z uśmiechem na twarzy starszy, siwy już mężczyzna.
-Zależy na co.-wygięłam usta w maleńki uśmiech.
-Na niespodziankę.
-Zawsze.
-No to idziemy. -powiedział Dyrektor i poszliśmy w stronę części szpitala, w której nigdy nie byłam. Koło drzwi do jakiejś windy były drugie, oznaczone jako droga ewakuacyjna. Zaraz za owymi drzwiami były schody i długi korytarz.
-Proszę Pana, gdzie my właściwie idziemy ?-zapytałam lekko poirytowana i zmęczona kilkunastominutowym spacerkiem w podziemiach szpitala.
-Już prawie jesteśmy.
Faktycznie, już kawałek dalej dało się zauważyć drzwi. Dyrektor wyprzedził mnie o pół kroku i otworzył przede mną drzwi.
-Panie przodem.-uśmiechnął się.
-Dziękuję bardzo.-dygnęłam kolankiem.
-No więc, teraz musisz założyć to.-podał mi jakąś chustkę.-Zasłoń nią oczy.
Zaczęłam się serio bać. Jesteśmy pod ziemią, nikogo nie ma wkoło nas. Nikt nie wie, co może Dyrektorowi przyjść do głowy.
-Czy to konieczne ?-zawahałam się.
-Jak najbardziej.
Związałam więc chustkę na oczach i pozwoliłam się prowadzić niskiemu mężczyźnie, już powoli zsiwiałym. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Dalej prowadzona przez dyrektora poszłam jeszcze kilkanaście kroków, po czym zatrzymaliśmy się.
-To już ?-zapytałam, i usłyszałam niosące się po pomieszczeniu echo.
-Tak. Zdejmij opaskę z oczu.
Jak nakazał dyrektor tak zrobiłam. Moim oczom ukazało się kilkanaście rzędów krzeseł teatralnych. Widownia, lecz bez ani jednego widza. Tylko ja i dyrektor.
-Proszę pana, gdzie jesteśmy ?
-Nie poznajesz tego miejsca, Lola ? To teatr obok szpitala.
-Dlaczego tu jesteśmy ?-zapytałam z lekka zdziwiona.
-To nasz prezent dla ciebie. Każdego dnia między godziną 10 a 14 masz tę salę do własnej dyspozycji. Możesz śpiewać, ile tylko dusza zapragnie.
Przeszłam kilka kroków naprzód. Nie wierzyłam własnym oczom. Stoję na scenie Londyńskiego teatru. Wszystkie reflektory, szperacze zwrócone są na scenę. Na jedno miejsce. Na mnie.
-Zaśpiewaj coś.
-Ale co ?
-Może jakąś piosenkę tych twoich idoli. One Direction ?
-Tak, oni. To zaśpiewam „Moments”.
Zaczęłam piosenkę.
‘Shut the door, turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try.’
Pierwsze dźwięki wydobyły się z mojego gardła.
“Heart beats harder..”
Śpiewając tę zwrotkę usłyszałam współgrający ze mną głos.
“Time escapes me..”
Odwróciłam się i za mną ujrzałam mój zespół. One Direction.
“Trembling hands touch skin
It makes this harder..”
Te dwa wersy zaśpiewał Liam. Ja byłam zalana łzami.
“And the tears stream down my face..”
Dołączyłam się do śpiewania razem z nim. Uznałam, że to najlepszy wers w tej sytuacji, do którego mogę się włączyć.
„You know we’ll be
Your life, your voice your reason to be
Our love, Our hearts
Are breathing for this
Moment in time
We'll find the words to say
Before you leave us today…”
Refren zaśpiewali chłopcy. Zaraz po usłyszeniu ostatniego wersu osunęłam się na ziemię. Był to już koniec.
Dobra, może powiem w końcu coś o sobie. Mam na imię Katherine, ale wszyscy mówią na mnie Kathy albo Lola. Mam 15 lat, 11 miesięcy i 30 dni. Obecnie znajduję się w szpitalu im. Św. Jakuba w Londynie. Obok budynku, po prawej stronie jest teatr połączony z operą. Jest to przepiękne miejsce. Mama zabrała mnie tam na dziesiąte urodziny. No więc w szpitalu jestem już ponad 2 lata. Trafiłam tu w wieku 13 lat. Diagnoza? Białaczka, w zaawansowanym stadium. Dawali miesiąc, góra dwa. Żyję o wiele więcej, jednak wszyscy wiedzą, że każdy dzień może być moim ostatnim. Jestem ulubienicą pielęgniarek. Moim życiem jest śpiew. Mówię, moim życiem, ponieważ już nic mi nie zostało. Codziennie wstaję około szóstej, chodzę po oddziale dziecięcym i budzę moich młodszych przyjaciół piosenką. Taką, jaką każdy lubi. Mała Alicia z Sali numer 313 – „Price Tag”. Scotty z 315 – „Never Say Never’’. Bliźniaczki – Chloe i Jessie z 310 – „Forever Young”. Przynajmniej daje mi to satysfakcję, uszczęśliwiam dzieci, które chociaż na chwilę zapominają o swoich chorobach. Jestem Directioner. Jest to jedno z moich marzeń. Zobaczyć ich na żywo. Ale oczywiście marzeniem numer jeden jest zdrowie. Jednak myślmy racjonalnie, i tak nie dam rady tego osiągnąć.
Był kwietniowy poranek. Jasne promienie słońca wdarły się do Sali.
-Znowu trzeba obudzić dzieciaki.-szepnęłam sama do siebie. W tej chwili wszedł do mojej Sali lekarz, jakieś ze dwie pielęgniarki, dyrektor szpitala i za nimi mała banda. Wszyscy zaczęli śpiewać ‘happy birthday’ i dawać mi małe upominki. Przeważnie były to rysunki z serduszkami i napisami ‘kochamy cię Kathy’. Zaszkliły mi się oczy. A jednak pamiętali.
-Mam dla ciebie prezent. Ale to ściśle tajne.-powiedział do mnie Dyrektor i puścił oczko.
-Rozumiem.-uśmiechnęłam się.
-No więc załóż jakiś szlafrok, Lola. Ja czekam na ciebie za 10 minut w głównym holu na parterze.
-Będę punktualnie.
Wszyscy wyszli z Sali. W tym czasie założyłam dres, włosy związałam i wyszłam do Dyrektora. Ten już czekał w umówionym miejscu.
-Gotowa?- zapytał z uśmiechem na twarzy starszy, siwy już mężczyzna.
-Zależy na co.-wygięłam usta w maleńki uśmiech.
-Na niespodziankę.
-Zawsze.
-No to idziemy. -powiedział Dyrektor i poszliśmy w stronę części szpitala, w której nigdy nie byłam. Koło drzwi do jakiejś windy były drugie, oznaczone jako droga ewakuacyjna. Zaraz za owymi drzwiami były schody i długi korytarz.
-Proszę Pana, gdzie my właściwie idziemy ?-zapytałam lekko poirytowana i zmęczona kilkunastominutowym spacerkiem w podziemiach szpitala.
-Już prawie jesteśmy.
Faktycznie, już kawałek dalej dało się zauważyć drzwi. Dyrektor wyprzedził mnie o pół kroku i otworzył przede mną drzwi.
-Panie przodem.-uśmiechnął się.
-Dziękuję bardzo.-dygnęłam kolankiem.
-No więc, teraz musisz założyć to.-podał mi jakąś chustkę.-Zasłoń nią oczy.
Zaczęłam się serio bać. Jesteśmy pod ziemią, nikogo nie ma wkoło nas. Nikt nie wie, co może Dyrektorowi przyjść do głowy.
-Czy to konieczne ?-zawahałam się.
-Jak najbardziej.
Związałam więc chustkę na oczach i pozwoliłam się prowadzić niskiemu mężczyźnie, już powoli zsiwiałym. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Dalej prowadzona przez dyrektora poszłam jeszcze kilkanaście kroków, po czym zatrzymaliśmy się.
-To już ?-zapytałam, i usłyszałam niosące się po pomieszczeniu echo.
-Tak. Zdejmij opaskę z oczu.
Jak nakazał dyrektor tak zrobiłam. Moim oczom ukazało się kilkanaście rzędów krzeseł teatralnych. Widownia, lecz bez ani jednego widza. Tylko ja i dyrektor.
-Proszę pana, gdzie jesteśmy ?
-Nie poznajesz tego miejsca, Lola ? To teatr obok szpitala.
-Dlaczego tu jesteśmy ?-zapytałam z lekka zdziwiona.
-To nasz prezent dla ciebie. Każdego dnia między godziną 10 a 14 masz tę salę do własnej dyspozycji. Możesz śpiewać, ile tylko dusza zapragnie.
Przeszłam kilka kroków naprzód. Nie wierzyłam własnym oczom. Stoję na scenie Londyńskiego teatru. Wszystkie reflektory, szperacze zwrócone są na scenę. Na jedno miejsce. Na mnie.
-Zaśpiewaj coś.
-Ale co ?
-Może jakąś piosenkę tych twoich idoli. One Direction ?
-Tak, oni. To zaśpiewam „Moments”.
Zaczęłam piosenkę.
‘Shut the door, turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try.’
Pierwsze dźwięki wydobyły się z mojego gardła.
“Heart beats harder..”
Śpiewając tę zwrotkę usłyszałam współgrający ze mną głos.
“Time escapes me..”
Odwróciłam się i za mną ujrzałam mój zespół. One Direction.
“Trembling hands touch skin
It makes this harder..”
Te dwa wersy zaśpiewał Liam. Ja byłam zalana łzami.
“And the tears stream down my face..”
Dołączyłam się do śpiewania razem z nim. Uznałam, że to najlepszy wers w tej sytuacji, do którego mogę się włączyć.
„You know we’ll be
Your life, your voice your reason to be
Our love, Our hearts
Are breathing for this
Moment in time
We'll find the words to say
Before you leave us today…”
Refren zaśpiewali chłopcy. Zaraz po usłyszeniu ostatniego wersu osunęłam się na ziemię. Był to już koniec.
Przeczytałaś /-łeś ? Skomentuj <3 /Zuza <3