IMAGIN #2 - Harry (mieszany - smutno-wesoły)
Zdecydowanie jesień jest znienawidzoną przeze mnie porą
roku. Tyle wspomnień związanych z jesienią. Tyle osób, tyle dni, których nie
zapomnę, a które nie wrócą. Rozmyślałam idąc przez szary cmentarz, w ręku
trzymając róże. Cztery krwistoczerwone róże. Krwistoczerwone, bo ich kolor
porównuję do koloru krwi osób, których nagrobki zostaną przyozdobione takim
właśnie kwiatem. Był listopadowy wieczór. Podążając cmentarną alejką, z głową
spuszczoną w dół szłam niczym żałobnik, a w mojej głowie kołatały się tysiące
myśli. Szczególnie nienawidziłam listopada. Za dużo dat, za dużo szram na
przedramieniu. Stanęłam na chwilę, podciągnęłam po łokcie rękawy szarego
płaszcza i spojrzałam na blizny. Każda oznaczała coś, jakieś wydarzenie, jakąś
datę. O, przypuśćmy ta, najbliżej nadgarstka. Najstarsza szrama, 5 listopada
2008 - wiadomość o rozwodzie rodziców. Kolejne: 17 listopada tego samego roku -
pożar w domu, 24 listopada - śmierć babci. Wtedy długa przerwa w czasie.. i
kolejna szrama, znowu listopadowa. 13 listopada 2010 - wypadek rodziców,
obydwoje zginęli. Po drodze było jeszcze kilka wydarzeń, aż w końcu
najświeższa, 6 listopada 2011- śmierć ukochanego brata, jedynej bliskiej mi
osoby, po stracie rodziców i babci. To właśnie dla nich niosłam te róże.
Oddałabym wszystko, bym mogła ich jeszcze raz zobaczyć, przytulić. Teraz nie
miałam już nikogo. Mogłam liczyć tylko na siebie.
Usiadłam na ławeczce,
przy wielkim grobowcu rodzinnym. Łzy toczyły szaleńczy pościg po moich
policzkach. Starałam się przypomnieć sobie te osoby. Wszystkie razem i każdą z
osobna. Przed moimi oczyma miałam już domek babci, jej bielusieńkie loczki,
okalające szczupłą twarz. Zaraz później obraz ten rozmył się i moim oczom
ukazali się rodzice. Kobieta i mężczyzna, około czterdziestki. Mama drobna szatynka,
tata zaś wysoki, postawny mężczyzna. I wbrew wszystkiemu pasowali do siebie.
Obraz przed moimi oczami znów zniknął i pojawił się nowy. Przedstawiał
chłopaka. Dwudziestolatka za kierownicą BMW, które dostał od rodziców na 20.
urodziny. To wtedy widziałam go po raz ostatni.
Gdy już skończyła się
projekcja jakże bolesnych dla mnie obrazów wyjęłam z kieszeni moją srebrną
przyjaciółkę i przyjrzałam się jej dokładnie. Podwinęłam rękaw płaszcza i
osunęłam się na ziemię, plecami opierając się o ławeczkę. Usiadłam wygodnie i
delikatnie zbliżałam metal do mojej skóry.
- Czemu to robisz? -
zapytał całkiem nieznajomy mi głos. W tym momencie zauważyłam chłopaka, który
siada koło mnie.
- Czemu pytasz? Nie
znasz mnie. Nie powinnam Cię obchodzić - powiedziałam nie odrywając wzroku od
mojego przegubu. [przegubu - nadgarstka]
- Masz do tego powód
? – co za głupie pytanie. Siedzę na cmentarzu, przy grobie, z żyletką w ręku,
cała zapłakana. I nie ku*wa. Nie mam powodu. Tnę się, bo mi się nudzi.
Skinęłam tylko głową
na grób i przejechałam metalem po nadgarstku po którym spłynęła krew. Chłopak
od razu wyrwał mi przedmiot z ręki, szybko podwinął rękaw i uczynił to samo, co
ja jakieś 6 sekund wcześniej. On jednak zrobił sznytę głębiej. Widać, że nie
miał wprawy. Dlatego też jego nadgarstek zaczął krwawić bardziej niż mój.
- Czemu to zrobiłeś ?
- zapytałam i z przerażeniem spojrzałam na jego zapłakaną i wykrzywioną z bólu
twarz.
- Chciałem poczuć, co
Ty czujesz. A teraz chodź, musimy Cię opatrzyć - chłopak machinalnie wstał i
wyciągnął w moją stronę dłoń.
- A co z Tobą? -
zapytałam.
- Mi nic nie będzie.
Po dotarciu do jego
domu nieznajomy mi chłopak opatrzył dokładnie moją rękę, od nadgarstka wzwyż.
Robił to delikatnie, muskał moją straszną dłoń wacikiem nasączonym wodą
utlenioną. Ja tylko zamykałam oczy i syczałam z bólu. Nie chciałam na to
patrzeć mimo tego, że gdy sobie robiłam te rany.. patrzyłam. Wbijałam swój
wzrok w to co robiłam. Wtedy bólu nie czułam. Bolało mnie serce, tylko..
- Jak się czujesz? –
spytał chłopak o kręconych włosach.
- Lepiej, dziękuję że
pytasz – szepnęłam. Nie miałam siły na to by rozmawiać. Serce mi wariowało.
Nigdy nie czułam tego, co czułam w tym momencie. Przyśpieszone bicie serca i
dziwne łaskotanie w brzuchu, gdy on dotykał moją rękę, moją dłoń.
- Cieszę się –
uśmiechnął się lekko. Tak w ogóle to jestem Harry – wyciągnął dłoń, a ja po
chwili z lekkim trudem zrobiłam to samo. Złapał ją, schylił się i ucałował.
Łaskotanie powróciło.
- [Twoje Imię] –
uśmiechnęłam się.
- Piękne.. Tak jak i
właścicielka tego imienia – zachichotał, a ja się zarumieniłam.
- Teraz ja się
pobawię w pielęgniarkę! – zaśmiałam się. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Proszę bardzo –
uśmiechnął się i podał mi swoją dłoń. Położyłam ją na swoich nogach i złapałam
czysty wacik, który po chwili nasączyłam cieczą, która miała zdezynfekować
rany.
Z taką samą
delikatnością jeździłam wacikiem po jego świeżych, krwistoczerwonych ranach.
Chwilami słyszałam
jego ciche pojękiwanie, więc lewą ręką złapałam jego dłoń i ścisnęłam, a prawą
dokańczałam dezynfekowanie.
- Skończyłam –
powiedziałam i pocałowałam go w te miejsca, które sobie zranił. Zarumienił się,
a gdy ja zrozumiałam co zrobiłam, sama spaliłam buraka.
- Przepraszam.. gdy
mój brat się skaleczył czy po prostu coś zrobił, ja po opatrzeniu mu ran
całowałam go w te miejsca.
- Nie masz za co. To
było przyjemne – uśmiechnął się. Dwa rzędy jego białych zębów doprowadzały mnie
do błogiego stanu.
- Przepraszam, że Cię
o to pytam, ale.. dlaczego sobie to robisz? – spuściłam głowę. Jeśli nie chcesz
to nie mów.. Zrozumiem – złapał mnie za dłoń.
Po chwili
zastanowienia się, opowiedziałam mu wszystko, choć nigdy nikomu tego nie
mówiłam. Zresztą.. nie miałam komu. Przecież byłam sama..
Gdy kończyłam
opowiadać mu tą historię, poczułam coś mokrego na mojej dłoni. Były to łzy. Łzy
Harry’ego.
- Tak bardzo mi
przykro – przytulił mnie, a ja poczułam mocny ścisk w gardle, nic nie mogłam
odpowiedzieć. Przez około 5 minut, siedzieliśmy wtuleni.. w całkowitej ciszy.
Po rozłączeniu
naszych ciał, pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się. Nigdy nie byłam tak
śmiała, by to zrobić.. Kiedyś miałam przyjaciółki, które kochałam z całego
serca. Uważały, że jestem piękna, że mogę mieć każdego, ale ja nie umiałam.
Byłam i nadal jestem nieśmiała. Gdy wszyscy z rodziny mnie opuścili, ja
zamknęłam się w sobie. Przyjaciółki odeszły. Zostałam sama. Kompletnie sama.
Z rozmyśleń wyrwał
mnie głos Harry'ego.
- Napijesz się
czegoś?
- Nie, będę już
lecieć. I tak za długo zawracałam Ci sobą głowę – powiedziałam.
- Nigdzie nie
idziesz. Zostajesz tutaj, ze mną.
Nagle poczułam chęć
dotrzymania towarzystwa mojemu niedawno poznanemu przyjacielowi.
- Jesteś pewien? –
zapytałam już śmielej.
- Jestem pewien tego,
że mnie potrzebujesz. Dlatego właśnie się stąd nie ruszasz.
Kiwnęłam głową na
zgodę i czekałam na kawę, którą dla mnie robił. Niezbyt wygodną kanapę
zamieniłam na wielką, miękką sofę i już po chwili siedziałam tam popijając
gorącą ciecz. Zaczęliśmy poznawać siebie nawzajem..
*rok później*
Usłyszałam głośne
wołanie Harry’ego.
- Kochanie, mogłabyś
zejść na moment?
- Mogłabym! –
ruszyłam w stronę schodów. No ale czego Ty ode mnie chc.. – zatkałam sobie usta
ręką i zaczęłam płakać. Salon był cały w płatkach róż. Różnego rodzaju świeczki
robiły jako światło.
- Kocham Cię! –
krzyknęłam, dalej płacząc ze szczęścia.
- Ja Ciebie też –
pocałował mnie i wręczył symboliczną czerwoną różę. Nie wiedziałam po co to
wszystko. Żadnej rocznicy, żadnego święta..
Uklęknął przede mną
na jednym kolanie i wyjął z kieszeni pudełeczko. Zaczęłam płakać i śmiać się
zarazem.
- Czy zostaniesz
osobą, z którą będę mógł przejść przez całe życie, bez ani jednej łzy smutku i
sznyty na nadgarstku? Czy obiecasz, że będziesz najważniejszą osobą w moim
życiu? Że kupimy kota i urodzisz mi córkę, której damy na imię Darcy i będziemy
tworzyć idealna parę, do grobowej deski?
Nie wiedziałam co
powiedzieć.. Poczułam ścisk w gardle, dokładnie ten sam, kiedy pierwszy raz
Harry mnie przytulił.
- Tak! – krzyknęłam i
pocałowałam go. Wystawiłam swoją prawą dłoń, która trzęsła się jakby dostała
padaczki i po chwili miałam pierścionek na serdecznym palcu. Miał on zielone
cyrkonie, takie jak jego oczy..
- Mój pierwszy
szczęśliwy listopad – powiedziałam i w odpowiedzi dostałam ciepłe ramiona
mojego partnera.
- Kolejny będzie
jeszcze lepszy – szepnął. W przyszłym roku, w listopadzie weźmiemy ślub.
Po moich policzkach
zaczęły lecieć kolejne łzy szczęścia.
- Obiecujesz?
- Obiecuję -
odpowiedział Harry i złączył nasze usta w kolejnym namiętnym pocałunku.
___________________
mam prośbę :)
jeśli już czytacie naszego bloga - komentujcie.
zależy nam na waszych opiniach ;>
Malik x
Malik x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz