Co tam u was ? Ja przepraszam, że jeszcze nie dodałam żadnego imagina, ale nie miałam internetu na laptopie przez parę dzionków. I w ogóle to się coraz częściej z mamą kłócę ;< I przez to jestem wiecznie przybita i nie mam weny.
Ale trzeba spiąć poślady i iść dalej, no więc zaraz coś wstawię. A i dziękuję Agatko <3 Bo wyszło na to, że jesteś na tym blogu bardziej aktywna niż ja <3 I w ogóle dziękuję ci, że jesteś <3
No dobra, no to teraz może mój własny imagin o naszym loczku. Od razu uprzedzam, że nie jest napisany zbyt estetycznie, ale pisałam go już dawno, i do tego czasu nabrałam większej wprawy <3 I mimo, że niektórzy mogą powiedzieć, że on nie ma sensu, to i tak mam do niego sentyment. No nie wiem, czemu. A może dlatego, że to był mój pierwszy imagin, z którego byłam na prawdę dumna <3
Wczoraj
dowiedziałaś się że jesteś w ciąży. Byłaś wniebowzięta. W końcu, jesteś z
Harrym już ponad rok po ślubie. Staraliście się i dziecko i wreszcie wam się
udało. Harry był tym faktem strasznie przejęty. Latał w koło ciebie, co chwilę
pytał, czy niczego ci nie trzeba, czy się dobrze czujesz, kazał ci leżeć, a gdy
dopadały cię poranne mdłości dzielnie trzymał cię nad sedesem. Trochę cię to już
denerwowało, przecież nie byłaś chora, tylko w ciąży.
Pierwszy
trymestr minął jak z bicza strzelił. Nareszcie skończyły się te poranne mdłości
i lekki dyskomfort związany ze spędzaniem poranków z głową w muszli klozetowej.
Twój brzusio powoli odznaczał się spod obcisłych bluzek. Byłaś z niego dumna,
strasznie lubiłaś go pokazywać. A za to Harry był z niego jeszcze dumniejszy
niż ty. Gdy wychodziliście na jakieś spotkania ze znajomymi Hazza za każdym
razem kazał ci zakładać obcisłe bluzki, by tylko wszyscy zobaczyli, że udało
wam się, jesteś w ciąży, będziecie rodzicami.!
Pewnego
deszczowego poranka obudziłaś się z bardzo dziwnym uczuciem. Niby wszystko było
ok, ale ty byłaś czymś zaniepokojona, bałaś się o coś. Uznałaś, że jesteś
przewrażliwiona. No przecież w ciąży można mieć wahania nastroju. Jednak
coś było nie tak. Kręciło ci się w
głowie, bardzo źle się czułaś. Leżałaś na kanapie, z głową na kolanach Harrego,
który dzielnie głaskał cię po włosach. W pewnej chwili przeszył cię potworny
ból. Wręcz zawyłaś, a z twoich oczu popłynęły wielkie łzy bólu. Harry od razu
wstał i zadzwonił po pogotowie. Po chwili podbiegł do ciebie i pomógł ci się
podnieść chociaż do pozycji siedzącej. Widziałaś jego zapłakane oczy.
Zauważyłaś też, że krwawisz. Nie wiedziałaś, co się dzieje, zaczęłaś szlochać, ale
wiedziałaś, że to na pewno coś z dzieckiem. Już po kilku minutach karetka stała
pod twoim domem. Zabrali cię do szpitala. W karetce leżałaś na noszach, koło
ciebie siedział zapłakany Harry. Cały czas trzymał ciebie za rękę i powtarzał,
że wszystko będzie dobrze. Dojechaliście do szpitala. Zabrano cię na jakąś
salę. Białe światło oślepiało cię, jednak było to światło szpitalnych lamp.
Dostałaś jakieś tam środki przeciwbólowe i proszki na uspokojenie, po których
odpłynęłaś. Obudziłaś się dopiero w normalnej Sali szpitalnej. Za oknem było
już jasno. Czyli przespałaś całą noc. Przez załzawione oczy widziałaś tylko
siedzącego koło ciebie płaczącego Harrego. Wiedziałaś już, co się stało. Harry
najwidoczniej zauważył, że się obudziłaś. Podniósł wzrok, spojrzał na ciebie i
z wymuszonym uśmiechem powiedział:
-Hej
Słoneczko, jak się spało?
-Gdzie ono
jest ? Nasze dziecko ? HARRY ! GDZIE DO CHOLERY JASNEJ JEST NASZE DZIECKO
?!-wręcz wykrzyczałaś po czym zaniosłaś się płaczem.
Harry schował
twarz w dłoniach i też zaczął płakać.
Usiadł na twoim łóżku i płakaliście razem.
-Przepraszam,
to moja wina. Mogłem bardziej o ciebie, o was dbać.-powiedział Harry przez łzy
-Harry, nawet
tak nie mów. Widocznie tak już miało być.
-ALE
CZEMU DO CHOLERY PRZYTRAFIŁO SIĘ TO WŁAŚNIE NAM ? CO MYŚMY ZŁEGO ZROBILI ?-wykrzyczał
Harry przez łzy i wyszedł z twojej sali.
Ty zaczęłaś
zanosić się płaczem i wbiłaś wzrok w okno. Przez nie widać było szczęśliwych
ludzi wychodzących z budynku szpitala z nowonarodzonymi dziećmi. Ten widok
jeszcze bardziej cię dobił.
<Perspektywa
Harrego po wyjściu ze szpitala>
Wybiegłem ze
szpitala z głową spuszczoną na dół. Chciałem się upić. Pojechałem do domu, ale
po drodze wszedłem jeszcze do jakiegoś monopolowego po flaszkę. Dojechałem do
domu cały we łzach. Usiadłem przed telewizorem z butelką wódki. Nie zacząłem jeszcze pić, gdy rozległ się dźwięk dzwonka do
drzwi. Poszedłem otworzyć. Nie zdążyłem nawet jeszcze zobaczyć kto to był. Gdy
tylko drzwi się lekko uchyliły usłyszałem dzikie „ CO U WAS, MAMUŚKU I TATUŚKU
?”. Wiedziałem już, że to reszta 1D. Kiedy drzwi otworzyły się do końca chłopcy
ujrzeli twoją żałosną, całą zapłakaną twarz od razu zamilkli i spoważnieli.
-Jezu, Harry,
co się stało? –zapytał podenerwowany Liam
-Nasze
dziecko, jego już nie ma. Umarło. –powiedziałem, po czym po raz kolejny dzisiaj
zaniosłem się płaczem.
-Ale jak to
umarło? Boże, to okropne. A gdzie (Twoje Imię) ? Jak ona się trzyma? –zapytał
Niall po czym delikatne, malutkie łezki spłynęły po jego twarzy.
-(T.I.) jest
w szpitalu. –odpowiedziałem, po czym skinieniem głowy zachęciłem chłopców, by
weszli do środka.
-Harry,
ciebie już do końca powaliło? Twoja żona leży w szpitalu, jestem pewien, że
potrzebuje twojej obecności, a ty co? Masz zamiar się uchlać i myśleć, że to
wszystko załatwi ? Że po tym ci będzie lepiej? -wydarł się na ciebie Zayn
-Szczerze,
nie wiem, po co to zrobiłem. Po co kupiłem tą flaszkę.
-Nie
zastanawiaj się nad tym, i jedź do (t.i.), póki jeszcze nic nie wypiłeś. Jedź
tam i bądź z nią 24 godziny na dobę. Ona cię potrzebuje, kretynie ! –wykrzyczał
Lou.
Wsiadłem do
samochodu wkurzony sam na siebie, że ją tam zostawiłem. Że zostawiłem (T.I.)
samą z tym wszystkim.
<znowu
wracamy do twojej perspektywy>
Leżałaś na
tym łóżku i patrzyłaś w okno. Teraz jednak nie obserwowałaś, co się dzieje
przed szpitalem. Patrzyłaś tępym wzrokiem w niebo. Próbowałaś odszukać w nim
swoje maleństwo, którego nie zdążyłaś jeszcze nawet zobaczyć, a już zdążyłaś
pokochać. W pewnej chwili do twojej sali szpitalnej wszedł Harry. Usiadł na
krzesełku obok twojego łóżka i wziął cię za rękę. Popatrzyłaś na niego i
wybąkałaś tylko cichutkie „Przepraszam”.
-Nie ma za
co, kochanie. Jakoś sobie poradzimy. I to ja przepraszam. Zostawiłem cię tu,
choć nie powinienem.-powiedział loczek
-Kiedy mogę
stąd wyjść ? Mam już dosyć szpitali.-zapytałaś powoli siadając na łóżku
-Jutro
prawdopodobnie dostaniesz wypis. Pojedziemy do domu. –powiedział z tępym
uśmieszkiem Harry.
-To dobrze.
Cały ten
dzień spędziliście na milczeniu, płakaniu i rozmawianiu o sprawach strasznie
mało ważnych. Rano w końcu mogłaś jechać do domu. Jeszcze tylko zabrali cię na
chwilę na profilaktykę. Harry w tym czasie pojechał po ubrania dla ciebie.
Przyjechał, gdy byłaś już z powrotem w sali. Ubrałaś się i pojechaliście do
domu. Weszłaś do niego i poczułaś pustkę. Niby wszystko było na swoim miejscu,
a jednak czegoś ci brakowało. Po chwili zorientowałaś się już, czego. Brakowało
ci ciągłego gwaru. A to Harry, pytający ciebie, czy nie jesteś głodna, lub czy
niczego ci nie potrzeba, a to ty rozmawiająca z nienarodzonym jeszcze
maluszkiem, którego tak bardzo kochałaś. Tego już teraz nie ma. Nie ma nic
oprócz was i pustki. Usiadłaś na kanapie opierając się plecami o boczne
oparcia. Harry usiadł po drugiej stronie
kanapy, położył ci rękę na kolanie powiedział:
-Kocham Cię
(T.I.). Jesteś głodna?
-Nie. Nie
chcę jeść. W ogóle, nic nie chcę.-powiedziałaś strasznie przygnębionym tonem.
-Ja wiem, że
to co się stało strasznie boli, ale jednak trzeba żyć dalej. Musimy dać sobie z
tym radę. Zobaczysz, jeszcze kiedyś będziesz biegała za naszą gromadką dzieci.
–powiedział Harry próbując chociaż nieco cię postawić do pionu.
-Harry, ja
nie potrafię na razie myśleć taki sposób.
-To masz
zamiar już do końca życia siedzieć tutaj i rozdrapywać rany, kotku ? Tak nie
wolno. Trzeba iść dalej.
-W takim
razie idę się położyć.-powiedziałaś nieco wkurzona i poszłaś w stronę waszej
sypialni.
Przez
następne kilka, a może nawet kilkanaście dni panowała w waszym domu całkowita
cisza. W końcu Harry zaczął pić. Od jednego piwa dziennie w zastraszającym
tempie przechodził do kilku, potem piwo mu już nie wystarczało. Na początek pił
po kilka kieliszków wódki, potem udawało mu się nawet w ciągu dnia całą flaszkę
obalić. Nie rozmawialiście ze sobą. Kiedyś
w końcu, gdy Harry był jeszcze w miarę trzeźwy postanowiłaś z nim
porozmawiać. Gadałaś mu, tak jak on tobie wcześniej, że nie wolno wam się
załamywać. On jednak miał gdzieś twoje gadanie. Zależało mu już tylko na
alkoholu. Pewnego dnia schowałaś mu wódkę i zabrałaś pieniądze. Miałaś dość
oglądania, jak twój mąż zmienia się w alkoholika. Tego dnia uderzył cię po raz
pierwszy. Później robił to coraz częściej. Wiedziałaś, że On nie chce cię
skrzywdzić. Jemu po prostu było ciężko. Kiedyś jednak doszło do ostrej szarpaniny
pomiędzy wami. Błagałaś, żeby cię zostawił, żeby cię puścił. Jeszcze chwila, a
straciłabyś przytomność. Miałaś szczęście, że podczas tej szarpaniny
przyjechali do was 1D. Weszli do środka i zobaczyli, jak Harry szarpał tobą i
policzkował cię. Rzucili się na niego. Zaczęli go obezwładniać i lać za to, że
cię bije. Ty w tym czasie pobiegłaś do łazienki na piętrze opatrzyć rany.
Miałaś rozciętą wargę i skroń i kilka nowych zaczerwienień i zasinień. Przemyłaś twarz wodą i zakleiłaś plastrem skroń. W tym czasie do łazienki wszedł Liam, żeby
sprawdzić, co zrobił ci Harry. Miałaś akurat na sobie koszulkę na ramiączkach,
więc wszystkie siniaki pozostałe po wcześniejszych szarpaninach były w pełni
ukazane.
-Hej, (T.I.),
nic ci nie..-powiedział Liam, lecz nie skończył, gdyż zobaczył twoją całą
kolekcję siniaków i najświeższe rany. Podszedł do ciebie.
-Nie, nie.
Jakoś żyję.- Powiedziałaś przez łzy.
-Od jak dawna
on ci to robi? –Zapytał Liam.
-Od kilku
tygodni. Ale to nic. Dam sobie jakoś radę.
-Kobieto, ty nawet
nie wiesz, jak mogłoby się to dla ciebie skończyć, gdybyśmy nie przyjechali
tutaj. Louis, Zayn i Niall pakują go do naszego auta. Zawieziemy go do nas,
położymy z dala od alkoholu, a jak rano wytrzeźwieje to damy mu wszyscy taki
łomot, że nie wiem, jak będzie po nim wyglądał.-powiedział Liam.
-Nie róbcie
mu nic. On cierpi.-powiedziałaś.
-Nie, to ty
cierpisz.
-Dobrze,
zgadzam się na ten łomot i weźcie go do siebie. Przynajmniej na razie. Muszę
się trochę wykurować.
-Wróci do
ciebie, kiedy uznamy, że będzie już na to gotowy. Wtedy dopiero go wypuścimy z
domu.-powiedział Liam, po czym pocałował cię w czoło i wyszedł.
Gdy zeszłaś
na dół nie było tam nikogo. Była tylko średnia plama krwi na kafelkach w
kuchni. Wytarłaś ją szybko po czym uklęknęłaś na podłodze i zaczęłaś płakać.
Przez ponad 3
tygodnie byłaś całkiem sama w domu. Nikt cię nie odwiedzał, nikogo nie
zapraszałaś. Tylko codziennie przyjeżdżał listonosz. Harry pisał do ciebie
codziennie, w każdym liście przepraszając cię za to, co zrobił. Nie odpisywałaś
mu. Nie miałaś ochoty. Pewnego dnia w twoim pustym domu rozległo się pukanie do
drzwi. Poszłaś otworzyć. Po drugiej stronie drzwi oczekiwałaś listonosza z
kolejnym listem od Harrego. Otworzyłaś drzwi i twoim oczom ukazał się Harry z
bukietem róż. Zauważyłaś też, że Harry ma jeszcze ranę na czole. Pomyślałaś, że
to na pewno sprawa chłopców. Liam ci obiecał. Po chwili loczek
zaczął śpiewać :
Girl I see it in your eyes you're
disappointed
Cause I'm the foolish one that you anointed with your heart
I tore it apart
And girl what a mess I made upon your innocence
And no woman in the world deserves this
But here I am asking you for one more chance.
Cause I'm the foolish one that you anointed with your heart
I tore it apart
And girl what a mess I made upon your innocence
And no woman in the world deserves this
But here I am asking you for one more chance.
Oh girl, can we try one more, one
more time?
One more, one more, can we try?
One more, one more time
I'll make it better.
One more, one more, can we try?
One more, one more time
I'll make it better.
Łzy napłynęły ci do oczu. Nie wiedziałaś, co masz zrobić. Kochałaś Harrego strasznie
mocno, ale trudno byłoby wybaczyć mu to, co ci zrobił. Dałaś mu w twarz.
Postanowiłaś, że ma poczuć, jak to boli i fizycznie i psychicznie, gdy krzywdzi
cię bliska osoba.
-Uderz
mnie jeszcze raz. Zasłużyłem.-powiedział Harry z głową spuszczoną w dół.
-Oj,
zasłużyłeś. Nawet nie wiesz, co ja przechodziłam. Nie dość, że straciłam
dziecko to jeszcze wyżywał się na mnie mój mąż, i nie miałam w nikim
wsparcia.-powiedziałaś, po czym łzy popłynęły ci po policzku.
-Wiem,
że to już na to za późno, ale przepraszam.
-Nie,
nie chodzi o to, że za późno, ale bardzo mnie skrzywdziłeś Harry i nie wiem,
czy mogę ci ponownie zaufać. –wykrzyczałaś Harremu prosto w twarz.
-(T.I.),
błagam cię, wybacz mi. Przysięgam, cholernie tego żałuję. Nie mogę patrzeć na
siebie, nie mogę patrzeć na tego potwora, który skrzywdził tak wspaniałą
kobietę.
-Harry,
wybaczam ci, ale obiecuję, tak na przyszłość, nigdy w naszym domu ani nigdzie
nie tkniesz alkoholu.
-Przysięgam,
i błagam cię, daj mi jeszcze jedną szansę.
Zamiast cokolwiek mówić pocałowałaś go straaasznie
mocno. On wziął cię na ręce i położył na kanapie w salonie. Zaczęliście się
całować.
Od tego dnia ty i Harry byliście już nierozłączni.
Loczek do końca życia nie tknął alkoholu. A już niecałe 2 miesiące po powrocie
Harrego oczekiwaliście dziecka. Urodziły się wam piękne bliźniaki; chłopiec i
dziewczynka, Isaac i Joanne. Gdy Isaac i
Joanne mięli po 7 lat urodziła się Leah, a 5 lat później na świat przyszedł
Max. Byliście najszczęśliwszą rodziną na świecie, a obietnica Harrego związana
z bieganiem za gromadką dzieci się spełniły, tak jak inne obietnice
kiedykolwiek ci złożone.
A i jeszcze btw. Komentujcie, prosimy bardzo <3
Zuzaa <3
Zuzaa <3
O MOJ BOZE, AGAAAAAAATA <3
OdpowiedzUsuń